Noc jak każda. Zero snów. Zero pobudek o 3.00 nad ranem jak to bywało w Jej łóżku, w Jej domu w Jej rodzinnym mieście. Gdzie wszystko było Jej.
Szli całą rodziną na śniadanie. Już go nie widziała wracającego ze śniadania. Czekając w kolejce do stolika rozglądała się. Bez sensu. Przyszedł kelner.
- Proszę za mną. Tu pański stolik. Za chwilę przyniesiemy państwu śniadanie.
- Dziękujemy.
Byli zadowoleni, gdyż dzisiejszego poranka usadzono ich w miejscu "dla vip'ów" jak to nazywał Jej tata. Po chwili usłyszała słowa, które kelner wypowiadał do Jej rodziny. Usłyszała kroki. Odwróciła się. Bo tak.
Kelner prowadził pewną rodzinkę do stolika w samym środku lewej nawy. Tej nawy, gdzie jadła właśnie Ona.
Rodzinka jak każda inna, ale inna niż inne. Była matka, był też ojciec i rodzeństwo. Siostra i brat. No właśnie- Brat.
Brat był Synem.
Zapowiadało się ciekawie. Śniadanie obok Mrocznego. I dziwne uczucie.
Wyjąwszy telefon komórkowy zaczęła nagrywać go. Bezczelnie nagrywała jak je śniadanie. Po prostu. A On nawet nie spojrzał. Może lepiej. Niech nie wie.
Po tym jakże przejmującym śniadaniu rozpadał się deszcz. Było to niedzielne południe. Trzeba było iść do kościoła.
W drodze powrotnej spotkała pewne rodzeństwo. Bez parasolki. Tylko w jakiś kapturach. Bliżej się im przyjrzawszy zrozumiała. To był On.
Czy sens pisać jak to było na imprezie w restauracji? Chyba nie. Wiadomo.
Spotkała Ewę. On też był. Ona nie zapomni chyba do końca życia m.in. tego dnia. Tego 'zaciesza' gdy pił colę. To w jaki sposób bił brawo. Od niechcenia. Albo tego wyjścia z lokalu. Tuż za nim. Potem spotkanie się twarzą w twarz. I przeciskanie się przez tłum ludzi. To było bez sensu.
Chyba się zakochała. To też jest bez sensu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz